
Ostatnio dodany
Najnowszy artykuł
Co jak nie Apple lub Samsung? Na pewno nie tablety z supermarketów…
Quicki, Manta, MyTab czy GoClever, to marki produkujące tak zwane tanie tablety. Są jeszcze Lark, Overmax i kilka innych, jednak nie ma co zapamiętywać poszczególnych nazw. Praktycznie każdy z nich ma identyczne parametry i każdy jest identycznie… zawodny.

Żywotność taniego tabletu, to z reguły rok. Jedyny w tym pozytyw taki, że tani tablet to zazwyczaj zabawka, prezent dla dziecka, a zabawki po roku często i tak idą w odstawkę. W przypadku tanich tabletów jednak, w odstawkę pójdą nawet wtedy, jeśli właściciel sobie tego nie życzy. Niezależnie od tego, czy padnie pamięć wewnętrzna, czy bateria, czy cokolwiek innego – urządzenie od razu nadaje się tylko do wyrzucenia. Naprawy są nieopłacalne, często przekraczają koszt samego urządzenia. Nawet najbardziej błahe usterki, jak wyciągnięcie zapadniętego przycisku, to wydatek w okolicach stu złotych.
Największym - naszym zdaniem - problemem jest to, że tanie tablety, co do jednego, mają spory problem z łączeniem się z Wi-Fi. Wiadomo, że nikt nie oczekuje od niezbyt kosztownego urządzenia kupionego dwa regały od stoiska z warzywami, że będzie śmigać jak Ipad, bateria będzie trzymać jak w starej Nokii (swoją drogą 3 godziny ciągłego użytkowania to maximum), a rozdzielczość ekranu będzie wyższa niż w nowym Galaxy. Jednak Wi-fi? O tak fundamentalną sprawę można było zadbać lepiej. Albo chociaż zadbać w ogóle. Anteny łączące tanie tablety się z routeremi są z reguły tak niskiej jakości, że komfortowe korzystanie z Internetu praktycznie nie jest możliwe. Chyba, że nosi się router ze sobą albo nie ma się w zwyczaju poruszania po domu.
Jeśli jeszcze nie zniechęciliście się do zakupu, to jedziemy dalej… Wyświetlacz. O zgrozo – wyświetlacz. Zarysować można go chyba nawet podczas przecierania kaszmirowym szalem, więc przy regularnym noszeniu luzem w torbie stworzycie pewnie abstrakcyjny obraz z kresek. Co do rozdzielczości… Jasne, filmów w HD na tanim tablecie nie obejrzycie i już w poprzednim akapicie pisaliśmy, że nic w tym dziwnego. Jednak konieczność trzymania urządzenia centralnie vis-a-vis oczu, aby obraz nie był zaciemniony, rozmyty i ostry to przegięcie.
Wszystkie tanie tablety mają też wspólny mianownik w postaci braku modułu GPS. I nie, aplikacja Google Maps nic tu nie pomaga, bo tablet nie jest w stanie określić, w jakim miejscu się znajdujemy.
Wisienką na torcie jest aparat. Parafrazując jednego z polskich stand-uperów, napiszemy, że jeśli poprzednie akapity opisują tort, a ten wisienkę, to nie chcielibyśmy być na tych urodzinach. O aparatach w tanich tabletach krótko – mogłoby ich nie być. Zdjęcia są po prostu nieostre, ale przy specyfikacji od 0,3 do 2 megapikseli można było to przewidzieć bez angażowania obiektywu .
Tani tablet to urządzenie do niczego gier i to też z braku laku. Gry i aplikacje, o ile tablet nie pracuje na jakimś archaicznym androidzie, działają. Działają i tyle. Nie za szybko, nie za sprawnie, ale działają.
Ceny tanich tabletów w najpopularniejszych supermarketach oscylują wokół dwustu złotych, jednak my radzimy kupić używany egzemplarz z wyższej półki. Jeśli chcecie korzystać z tabletu ponad rok – wyjdzie taniej.
Fot. mytab.eu